RPG na żywo! Czy graliście kiedyś w grę fabularną?

Widzieliście najnowszego „Battlefielda”? To nic, że w pewnym stopniu wyszła militarna paraolimpiada, że stoisz oko w oko z wrogiem i obaj przeładowujecie broń, i że koń to jednak nie to samo co dwadzieścia koni mechanicznych. Ale ta grafika! Człowiek czuje się jakby naprawdę zakładał bagnet na broń i leciał okopać się w najbliższym okopie. I jak tu zrozumieć ludzi, którzy grają w „Minecrafta”? W tym momencie słychać coraz częściej powtarzane „grafika to nie wszystko” – jest jeszcze wyobraźnia.

Grając we wspomnianego „Battlefielda”, człowiek zadaje sobie pytanie: „Czy to jeszcze gra, czy już film?”. Przemierza ten świat niczym Japończyk na wycieczce w Europie i podziwia widoki i widoczki – i przede wszystkim jest zdany na najbardziej ekstremalne zachowania innych graczy.

A w tym świecie można spotkać różnych wariatów, jak kierowcy, którym przydałaby się solidna kalibracja alkomatu (www.kalibracja-alkomatu.pl), bo ich pojazd porusza się tropem węża, tratując swoich i nieswoich, albo tych, którzy korzystają z myśliwca jedynie do podwózki, po czym rozbijają go o budynek. Niektórzy gracze w głowie się nie mieszczą. Ale są gry, w których człowiek zadaje sobie pytanie…

„Czy to jeszcze gra, czy to już książka?”

Takie gry dzieją się przede wszystkim w głowie. Mowa tu o grach fabularnych. Tak właśnie wyglądały pierwsze gry MMO pod koniec lat 70. – cały świat zbudowany był tekstem. Nie każdy wie, że również i Polacy pokusili się o stworzenie takiej gry – w 1999 roku powstała „Otchłań”, w której to, co zobaczymy, zależy jedynie od naszej wyobraźni, a sam tekst przypomina DOS-owy komunikator. Czyli pomysł bardzo niszowy, ale znalazł osoby, które się nim zainteresowały. Jak sam autor podkreślał – ludzie, albo olewali tą grę zupełnie, albo wciągali się w jej świat na długie godziny.

Jeśli śledzicie YouTube, z pewnością kojarzycie Włodka Markowicza. Youtuber znany przede wszystkim z kanału „Lekko Stronniczy” po zakończeniu słynnego programu zajął się między innymi powrotami do czasów swojej młodości – w tym i do gier. Pewnego razu zaprosił kilku swoich kumpli do gry „Ciernie”. Zabrzmiało złowrogo? Nic z tych rzeczy. Gra działa się w głowach. Włodek był prowadzącym – tzw. Mistrzem Gry – który oprowadzał chłopaków po świecie z grubsza wymyślonym przez siebie. Każdy z pozostałych był natomiast jakąś postacią – a to człowiekiem, a to niziołkiem, z których każdy posiadał odpowiednie umiejętności. Wszystko jak w tradycyjnej grze RPG, tyle że na żywo.

Powiecie – „No spoko, właśnie odpalam komputer i włączam WoW”. Ale wierzcie mi, że gry fabularne to żadne tam kalambury – jeśli tylko spróbujecie, wciągniecie się bez pamięci. Najlepsze w tej grze jest to, że powstaje ona na bieżąco w waszej głowie i nic was nie ogranicza. Sky is the limit.

Polecana gra: