Koniec ery MMORPGów?

„Dziś to już nie to samo co kiedyś” – powtarza coraz więcej MMORPGowych wyjadaczy. Narzekają na brak nowych i interesujących zarazem pozycji, na złe podejście developerów czy na graczy nowego pokolenia.

Coś w tym jest. Po kilkuletniej przerwie w graniu postanowiłam wrócić i znaleźć sobie godne następstwo poprzednich gier. Moja przygoda skończyła się na Runes of Magic, kiedy to serwery pustoszały, a Gameforge robił wszystko aby zniechęcić garstkę pozostałych graczy. Gra jednak była świetna i skradła moje serce na kilka dobrych lat. Wcześniej dużo eksperymentowałam, ale moją uwagę przykuły na dłużej takie pozycje jak Allods, Lineage czy Requiem Bloodymare. Wszystko było przyjemniejsze od Silkroad’a, od którego zaczęła się moją przygoda z MMORPGami. Każda z tych gier była kiedyś na prawdę świetna i potrafiła wciągać na wiele godzin. Ile to nocy się zarywało żeby ukończyć z teamem najnowszą instancję… Życie na TSie tętniło 24/7, chciało się grać.

Zachęcona wspomnieniami zaczęłam poszukiwania. RoM już umarł, pozostałe gry raczej też świecą pustkami… no oprócz Silkroad’a, tam boty pewnie dalej śmigają. I tu pojawiło się pierwsze zaskoczenie. Kiedyś nowe gry pojawiały się masowo, co miesiąc sprawdzało się po kilka nowych pozycji – każda wnosiła coś innowacyjnego do świata mmorpg i zapowiadała się na przełom. A dziś? Może ze cztery open bety (chciałam zacząć w becie, co by mieć wyrównane szanse w rywalizacji z innymi), z czego jedna na abonament, inna z takimi wymaganiami, że mogę tylko pomarzyć… No dobra, może to chwilowy zastój na rynku moich ulubionych gier. Przeglądam zapowiedzi na ten i przyszły rok – marnie. Coś się jednak skończyło.

Wybór padł na ASTA Online Webzena. Ładna grafika, proste i ciekawe mechanizmy, mój klimat. Chyba najbardziej zachęcająca pozycja z wielu ostatnio wydanych gier. Ku mojemu zdziwieniu w początkowych lokacjach byłam prawie zupełnie sama. Jak to możliwe, przecież to open beta! Jeszcze kilka lat temu, nawet w najbardziej kiczowatej nowej grze, ludzie walczyli o każdego moba, takie były tłumy. A tu pustki. W kolejnych krainach już było lepiej, ale dalej świeciło pustkami… Większe gildie na serwerze można by policzyć na palcach jednej ręki. Zero rywalizacji. Dobrze chociaż, że jest wroga nacja – przynajmniej raz w tygodniu są emocje podczas guild wara.

Znalazłam gildię, czas na raidy. Zbieramy ekipę i ruszamy. Po zabiciu bossa wypadł unikat dla archerów – super, lepiej ubrany członek gildii to większe szanse na gw. Archerów w teamie mamy czterech, z czego dwóch już ma taki itemek i są ogólnie już ubrani. Patrzę i oczom nie wierzę, wszyscy rollują i oczywiście wygrywa ten, co już to ma. Cisza. Mam ochotę krzyknąć, że przecież powinien to dostać ktoś, kto jeszcze nie ma tych spodni! Takie widać panują tu zasady… Za moich czasów takie zachowanie było nie do pomyślenia. Ubierało się wszystkich po kolei, nie handlowało się w gildii, nie podbierało itemów… Kiedy wypadło coś, co już każdy ma, drop był sprzedawany a kasa dzielona. Zaczęłam o tym rozmawiać z innymi graczami. Ponoć to nie tylko zasady w naszej gildii, czy w samej Aście. Podobno tak już się dzieje wszędzie.

Coraz mniej ludzi gra w MMORPGi, a nowe pokolenie jest chciwe i ma inne wartości niż my, starzy wyjadacze. Większość nawet najbardziej popularnych pozycji wymiera. Serwery pustoszeją, Coraz więcej tytułów zostaje zamkniętych z powodu strat.  Nowe pozycje są odwiedzane przez rządnych zwycięstw i bogactwa graczy, którzy po szybkim osiągnięciu celu (po trupach i bez większej współpracy z gildią) odchodzą podbić następną grę… Mam nadzieję, że to wszystko się jeszcze zmieni, a zatracone wartości powrócą. Nie pozwólmy, żeby era MMORPG się skończyła.

Dodaj komentarz