Darmowe gry mmorpg: Dungeons & Dragons Online

Skuszona namowami i pozytywnymi opiniami o Dungeons & Dragons Online, postanowiłam w końcu wypróbować tego darmowego MMORPGa. Darmowego, oczywiście, w teorii, bo finansowanego z (opcjonalnych) mikropłatności. I chociaż na początku nie ma właściwie potrzeby korzystania z dobrodziejstw oferowanych za Turbine Points, z czasem ich brak może dotkliwie dać się we znaki.

Jak łatwo się domyślić, gracz będzie miał do czynienia z fantasy w bardzo klasycznym wydaniu; zagłębi się w atmosferę Eberronu stworzonego przez Keitha Bakera na potrzeby Dungeons & Dragons (gry fabularnej). Bez uiszczania dodatkowych opłat, do dyspozycji są podstawowe rasy: człowiek, elf, krasnolud i niziołek. Po wydaniu zaś stosownej kwoty, do tego zestawu dołączy drow oraz warforged.

Po wyborze rasy, następuje pora na sprecyzowanie, jaką chce się grać klasą oraz specjalizacją; tutaj gracz dostaje dość duży wybór, rekompensujący – powiedzmy sobie szczerze – niezbyt ciekawy zestaw ras. Na końcu zaś (choć kolejność tak naprawdę jest dowolna i można skakać między poszczególnymi zakładkami kreatora) gracz ma możliwość określenia wyglądu postaci – co prawda trochę brakuje gigantycznej, krzaczastej brody, w której krasnolud mógłby uprawiać rzeżuchę i hodować małe stado szynszyli, ale taka właśnie, niestety, jest konwencja świata: jest to świat na serio. Krasnolud więc co prawda ma iście krasnoludzkie proporcje, ale nie ma co liczyć na szczególne atrakcje, które wniosłyby nieco kolorytu w ten ponury świat Lochów & Smoków. Podobnie jest z niziołkiem, czyli ze zminiaturyzowanym człowiekiem. Ogólnie, bohaterowie są szarzy i dość surowi.

(Uwaga dla kobiet i innych estetów: przy wyborze postaci w żadnym razie niech nie zmyli Was strój! Zaczyna się i tak w brudnej, podartej bieliźnie – jak przystało na rozbitka, ale o tym za chwilę.)

 

Pierwsze wrażenie po rozpoczęciu gry jest dość korzystne. Widoki są ładne, prószący śnieg dodaje baśniowego klimatu, no i jest samouczek. Ruchom postaci, niestety, brakuje nieco naturalności, ale da się z tym żyć. Boli natomiast to, że każda postać, niezależnie od rasy, zaczyna grę w tym samym miejscu i z identycznymi questami.
Ponadto ta baśniowość, początkowo atrakcyjna, przeradza się niekiedy w nadmierną i czasem absurdalną cukierkowość: w karczmach stoją świecące, różowe kielichy i butelki, w kuźni zwieszają się eleganckie, czerwone kotary, a bojowe topory tkwią w pojemnikach jak plastikowe sztućce w fast-foodach. O dziwo jednak, obuchy nie przeważają i całość się nie przewraca, choć aż się o to prosi.
Od strony fabularnej, gracz istotnie ma do czynienia z pewną historią, w której środek właściwie zostaje wrzucony: jak już wspomniałam, bohater jest rozbitkiem. Budzi się na brzegu morza, nieopodal widać żagle okrętu, a niziołek, stojący tuż obok, poprowadzi nas przez tutorial.

To, co dość szybko może zirytować, to sterowanie: biega się wyłącznie za pomocą klawiszy, a więc używając do tego lewej ręki. Jeśli nasz radosny krasnal mknie wzdłuż poszarpanej krawędzi urwiska, samo sterowanie klawiszami staje się niewygodne dla osoby praworęcznej. Skręcać może też za pomocą myszki, co jest wygodniejsze, ale z kolei tym sposobem gracz ma zajęte obie ręce i w razie gdyby chciał się w czasie tego biegu podrapać po nosie albo napić, to ma dwie opcje: albo się zatrzymać, albo potencjalnie spaść z urwiska.
Co prawda gra daje wiele możliwości, jeśli chodzi o dostosowanie interfejsu i innych opcji do własnych potrzeb, i upodobań, ale tego jednego nie można zmienić, ponieważ kółko i dwa główne klawisze myszy są zarezerwowane do interakcji.

Jeśli już gracz pogodzi się z tym, że albo biegnie, albo sięga po krakersa, może zacząć zabawę, czyli bieganie po tytułowych lochach i bicie tytułowych smoków. Tutaj objawia się ta miła cecha Dungeons & Dragons Online: oprócz wyżej wymienionych rozrywek,pojawia się też sporo zagadek logicznych, które urozmaicają i umilają całą grę. Oczywiście, są jeszcze, obowiązkowe w lochach, ukryte przejścia i pułapki, ze względu na które naprawdę warto mieć w drużynie kogoś wyspecjalizowanego w otwieraniu zamków i wykrywaniu zasadzek.

Dodatkowym smaczkiem jest wprowadzenie czegoś w rodzaju mistrza gry – narratora, który od czasu do czasu opowiada, co postać wyczuwa lub widzi. Niestety, jest też druga strona medalu: przechodząc dwa razy przez to samo miejsce, narrator odezwie się dwukrotnie. Z czasem potrafi to działać na nerwy. Szczególnie jeśli do jakiegoś kanału zechce się zejść kilkakrotnie, jako że część questów można powtarzać.
Tak czy tak, mimo atrakcji w postaci narratora i różnego rodzaju zagadek oraz pułapek, wciąż pojawia się ryzyko nudy, jako że lochy są, szczerze powiedziawszy, dość monotonne. Nie ma zresztą czemu się dziwić: w końcu jaskinia to jaskinia, może mieć tunele rozgałęzione w różne strony, ale wciąż będzie to dziura w skale.
Dodatkowy „ból” wiąże się z faktem, że chcąc grać całkowicie za darmo, w końcu pojawi się konieczność grindowania wciąż w tych samych lochach, żeby nabić sobie doświadczenie i punkty zwane Favor, z którymi łączy się pomnażanie wspomnianych wcześniej punktów Turbine.

Ostatnią rzeczą, która mocno rzuca się w oczy komuś przyzwyczajonego do ścigania się o każdego potwora z falangą wściekłych graczy, jest tak naprawdę bardzo niewielki element massively multiplayer. Lochy, co zrozumiałe, działają na zasadzie instancji, a więc gracz jest w nich sam, ewentualnie ze swoją drużyną. Ale oprócz tego, tak samo funkcjonują obszary poza miastami i wioskami, tak zwane „war area”, przez które trzeba się przedrzeć, żeby dostać się do kolejnych lochów. W wyniku tego, innych graczy tak naprawdę widuje się jedynie w miastach.

Trudno mi z czystym sumieniem polecić tę grę miłośnikom MMORPGDo wad trzeba zaliczyć: kiczowatą cukierkowość, brak zróżnicowania rozgrywki dla poszczególnych ras, system mikropłatności i uciążliwe sterowanie postacią. Do zalet należy: muzyka, dbałość o klimat (narrator!) i zagadki logiczne. Dungeons & Dragons Online zyskuje zwłaszcza przez to, że zmusza gracza do myślenia. Można zatem powiedzieć, że jest to MMORPG dla niewybrednego pod względem estetycznym, za to żądnego przygód w starym stylu (z kombinowaniem i siekaniem wielości potworów) gracza.

Dodaj komentarz