Arcade’owe granie a dzieci XXI wieku

Ci, którzy mieli okazję zetknąć się w życiu z takimi maszynami pozwalającymi na prowadzenie wirtualnej rozgrywki, jak pierwsze automaty z grami, przy których można było czasami przepuścić całe kieszonkowe czy takie konsole do gier jak Commodore 64 czy pierwsze maszyny od SEGI, z pewnością z politowaniem patrzą na dzisiejszych graczy, zwłaszcza tych najmłodszych, których fascynują przede wszystkim zapierające dech w piersiach efekty graficzne, a nigdy nie mieli na dobrą sprawę szansy zapoznać się z klasyką gier komputerowych w inny sposób niż często niezbyt udane remake’i, jak na przykład reaktywowany kilka lat temu Bionic Commando, który okazał się nie lada klapą, czy opowieści roczników z ubiegłego wieku. Mało tego, często sami gracze raczej nie byli zainteresowani old schoolową rozgrywką – trudno się dziwić, dzisiaj mają dostęp do różnorakich, wciągających produkcji za pośrednictwem urządzeń mobilnych czy komputera, a dostępny praktycznie wszędzie Internet skutecznie pozwala znaleźć sposób spędzenia wolnej chwili przy którejś produkcji. Jednakże, pewne wydawnictwo postanowiło uchylić rąbka tajemnicy najmłodszym odbiorcom i pokazać w całkiem przystępny sposób, przy czym spędzali czas ich ówcześni rówieśnicy.

Tą produkcją jest, uwaga, Lego Dimensions – tak, we współpracy z Warner Bros postanowiło wydać nie tylko szereg produkcji, prezentujących (w co prawda nieco zmodyfikowanej wersji) gry z ubiegłego stulecia, słynne „arkadówki”, przy których można było spędzać czasami całe dnie, ale również powiązane z nimi niewielkie zestawy klocków, co z pewnością jeszcze bardziej zachęci najmłodszych graczy do zapoznania się z protoplastą dzisiejszych gier komputerowych.

LEGO Dimensions, mimo tego, że większość graczy, gdy widzi LEGO przy tytułach gier, twierdzą, że powinni się zająć wyłącznie klockami, które lepiej, żeby zostały tam, gdzie ich miejsce czyli w sklepach bądź skupach klocków LEGO, tym razem mogą mieć pewną zagwozdkę – ta gra jest naprawdę nie najgorsza: większość „zaadaptowanych” klasycznych gier w połączeniu ze światem LEGO wyszła naprawdę strawnie, nawet niekoniecznie dla gracza kwalifikującego się wyłącznie do dolnych granic wiekowych PEGI.

Sama gra przypomina współczesną przygodówkę, bardzo podobną do produkcji spod szyldu Telltale Games, które wydało takie „egranizacje”, jak Games of Thrones czy The Walking Dead. Tym razem jednak, za grę odpowiedzialne jest studio Warner Bros (a raczej jego część odpowiedzialna za gry komputerowe), zaś sama pozycja przeznaczona dla młodszych odbiorców, w przeciwieństwie do wymienionych tytułów. Niemniej jednak, schemat pozostał dosyć podobny – z tym, że zamiast czekać na kolejny epizod musimy je kupić… wraz z każdym zestawem klocków z serii. Fabuła w ogólności kręci się wokół młodego chłopaka, który odkrywszy „magiczny” automat do gier, przemierza różnorakie światy wzorowane na klasycznych grach komputerowych z ery automatów; tak więc możemy zobaczyć sfabularyzowane wydania takich wiekopomnych dzieł, jak Xybots, Road Blasters czy Vindicators – przede wszystkim tytuły od Atari, a wcześniej Williams oraz Midway.

Wkraczając do każdego ze światów, nasz bohater wyposażony jest w szereg umiejętności: może zmieniać koszulkę, aby uzyskać dostęp do nowych zdolności, związanych ze światem gry czy też popijać colę, dzięki której możemy ułatwić sobie obecne zadanie przez zdobycie rozmaitych premii. Świat z każdej gry posiada swojego złego bossa, którego musimy powstrzymać przez pobicie jego najlepszego wyniku w tabeli wyników w danej grze. Nim jednak do tego dojdzie, będziemy musieli rozwiązać sporo zagadek, pokonywać przeciwników (zarówno w „świecie gry”, jak i „fabularnym”), a także eksplorować całkiem spore i interesujące realia każdej z produkcji. Za wykonywanie określonych zadań otrzymujemy części do zbudowania czegoś w rodzaju portu, do którego możemy podłączyć nasz automat do gier i dopiero wówczas zmierzyć się z głównym złym.

Należy jednak pamiętać, że LEGO Dimensions to seria przeznaczona raczej dla najmłodszych graczy, tak więc nie powinniśmy oczekiwać przeniesienia realiów znanych ze starszych produkcji „w skali 1:1” – spora część mechaniki rozgrywki jest uproszczona i dostosowana do całości produkcji jako gry dla dzieci. Nie zmienia to faktu, że, przykładowo, etapy będące odpowiednikiem Gauntleta czy Defendera sprawiają niesamowitą frajdę i pozwalają naprawdę w przyjemny sposób spędzić kilka godzin.

Dodaj komentarz